Sylwetki znane i nieznane (2)

aktualizacja: 2019-06-09 20:45:21     nr wiadomości: 39433     przeczytano: 1180     Ilość komentarzy komentarze: 0

JAN MORDASIEWICZ    

 

Noszona w polskich sercach miłość do Ojczyzny, jest lustrem, w którym obserwujemy wyniki troski o własną rodzinę: egzystencję, wolność, wiarę, nadzieję oraz zwycięską walkę w Jej obronie. Nie ma nic ważniejszego od Boga, Rodziny i Ojczyzny, które są parasolem ochronnym i mekką naszego trwania - azylem.  W tak myślącej rodzinie i w jej patriotycznym nastawieniu, przyszedł na świat szczuczyński rodak – Jan Mordasiewicz. Nasz bohater, którego korzenie sięgają po dawne królewskie miasto powiatowe, dziś wieś Radziłów w pow. grajewskim, urodził się w Szczuczynie, a na stałe mieszka w Szczecinie. Jego pełne powagi życie wypełnia nie tyle troska o dobro własne, co walka o pożytek społeczny i losy Ojczyzny – Polski.   

Zniewolone od 1947 r. do lat 90-tych XX w. Państwo Polskie nosiło nazwę Polska Rzeczpospolita Ludowa. Mimo aż podwójnego podkreślenia w nazwie – ludu i narodu, władza nie należała do obywateli Polski tylko do tzw. Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i ludzi błądzących w ideologii komunistycznej. W tym czasie, pobudzony wychowaniem w poczuciu godności, szacunku i wiary, młody Janek dojrzewał z myślą opartą na ideach wskazanych przez dziadków i stryjków do prawdziwej III Rzeczpospolitej, która odradzając się cierpiała razem z nim.

 

KSZTAŁTOWANIE TOŻSAMOŚCI OSOBOWEJ W KONTEKŚCIE RODZINY   

 

     Każda forma warunkowania kształtu osobowości w rozwoju młodzieży dokonuje się w rodzinie i podlega nieustannym wpływom środowiska rodzinnego. To, że zbyt mało wiemy o własnej rodzinie, zauważamy, kiedy kolejny jej członek odchodzi w nieznane. Fakty potwierdzają, że o umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd żywi pamięcią im płacą. Potem chwiejność pamięci zanika a z nią wieczność najcenniejszej osoby się traci. Dlatego tak cenne są wywiady i notatki.   

Jana Mordasiewicza pradziadek Jasiński – ojciec babci Leonii, był lekarzem medycyny w Radziłowie. Jego jedyna córka, o wyjątkowym imieniu w gminie – Leontyna, wbrew sprzeciwom ojca, pod groźbą samobójstwa wymusiła zgodę na wyjście za mąż za rolnika Stanisława Mordasiewicza. Leontynę, której męską formą imienia jest – Leon, nazywano Lonią, Leonią albo Lenką, a że Leonia znaczy tyle co "lwica", to i ona nie uległa ojcowskiej sugestii. Jej królewski majestat Lwa   żywił przekonanie, że decyzja należy wyłącznie do niej. Ostatecznie ojciec wyraził zgodę. Postawił jednak warunki, że: „Leontyna nie może mieszkać w wiejskiej chacie, pracować na roli i co roku rodzić chłopu dzieci.” Jej życie w większej części potoczyło się wbrew woli ojca.

Ładniejszy niż inne domy w Radziłowie przy ul. Grzybowej 1 zbudował ojciec z lekarskiej pensji. Lenka pracowała w gospodarstwie, a uwielbiając męża Stanisława urodziła mu aż dwanaścioro dzieci. Dopiero po trzynastym, martwo urodzonym dziecku, zaprzestali powiększać rodzinę. Lonia troszczyła się o dom i wychowywała dzieci na przykładnych obywateli Polski. Stanisław z dużą ilością kochanego potomstwa dawał radę, a w razie nieposłuszeństwa zmieniał ich obyczaje skórzanym pasem, jednak, kiedy koszmar niedostatku zajrzał do rodziny, wyjechał za chlebem do USA. Powrócił z walizeczką pieniędzy. Mimo to, nie mieli możliwości wykształcić wszystkie dzieci, dlatego zachęcił ich do zdobywania intratnych zawodów.        

W wywiadzie środowiskowym zapytałem emerytowaną nauczycielkę, byłą dyrektorkę Szkoły Podstawowej w Rydzewie i Janczewie – 86 letnią Mariannę Ramatowską (1933), której mąż Franciszek był kierownikiem w SP w Wagach i Obrytkach – co wie o rodzinie Mordasiewiczów?  Pani Marianna, której mieszkanie, obejście i budynek lśniło czystością, jakby uśmiechało się do gościa, z pełną gracją zaprosiła do zajęcia miejsca w miękkim fotelu.        

− „Pradziadowie Jana – Leontyna i Stanisław wychowali dwanaścioro dzieci: Kazimierz, Wacław, Stanisław, Andrzej, Tadeusz, Józef ur.1932, Ignacy, Paweł, Jadwiga, Eugenia, Zofia i Stanisława. Wszystkich wychowano w duchu wiary, patriotyzmu, pracy i szacunku dla innych – krasomówczyni mówiła z dominującą elokwencją.  

Po jedenastym dziecku w rodzinie Mordasiewiczów urodził się siódmy syn. W II RP ojcem chrzestnym z urzędu został Prezydent Ignacy Mościcki. Podczas chrztu w 1933r. w Radziłowie przekazał chrześniakowi książeczkę oszczędnościową z wkładem 50 zł i podzielił się z nim prezydenckim imieniem – Ignacy. Od tego czasu, bez względu na wiek, w Radziłowie nazywano Ignasia panem „Prezydentem”.       

W 1939 r. Niemcy oraz ZSRR i Słowacja na czele z księdzem Józefem Tiso, napadli na Polskę. Wychowane w duchu patriotycznym dzieci Mordasiewiczów podjęły walkę obronną. Najstarszy Kazimierz, wstąpił do AK, za jego przykładem za broń chwycił Wacław, Andrzej i Józef. Tylko piętnastoletni Stanisław zamiast broni otrzymał polecenie dostarczania partyzantom pożywienia. Córki Mordasiewiczów ofiarowały służbę Ojczyźnie. Jadwiga, Zofia i Genowefa były sanitariuszkami i łączniczkami w oddziale AK, w którym Genowefa upatrzyła Karwowskiego na męża. Kazimierz schwytany przez Niemców został wysłany do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz (Oświęcim).  Umierał z wycieńczenia. Los sprawił, że przyjaciel dzielił się z nim nie do końca ogryzionymi kośćmi padłego konia, przeżył.        

Po zakończeniu wojny Polska została w niewoli ZSRR (rosyjskiej). Przeciwników politycznych, akowców komuniści więzili, zabijali i nocą wywozili. Józef i jego szwagier Karwowski, przez trzy lata byli ukrywani w lesie przez ojca Stanisława.  Również Kazimierz po powrocie z Auschwitz ukrywał się. UB nie wiedziało o działalności w AK Józefa i pozostałych braci, którzy po opuszczenia Radziłowa kontaktowali się z rodziną pod przybranymi nazwiskami. Po czterech latach, przy pomocy konfidentów, schwytano i uwięziono na 2,5 roku Genowefy męża Karwowskiego i brata Kazimierza, którego rodzina rozpadła się tuż po opuszczeniu więzienia.     

To bardzo religijna, szanowana i patriotyczna rodzina. Żyli skromnie, ale uczciwie. Dzieci zajmowały różne stanowiska i mieszkały w: Szczuczynie, Skajach, Łodzi, Wrocławiu, Starosielcach, Radziłowie. Kazimierz był zagorzałym patriotą, pracował w górnictwie, Józef ożenił się z nauczycielką ze Słucza i pracował w gminie Radziłów, Wacław i Ignacy byli – rolnikami, Andrzej – stolarzem, Stanisław – szewcem, Paweł – ogrodnikiem, Tadeusza syn został księdzem, a Stasia wyszła za fryzjera, pozostałe dziewczęta wyszły za rolników. Ignacy, o ps. „Prezydent, panował” w Radziłowie przez 84 lata i zmarł w roku 2017. Mimo pokładanych nadziei, zaszczyt bycia chrzestnym synem Prezydenta RP nie wpłynął na lepszą drogę życiową Ignacego. Po walce w AK, w latach 50-tych odbył służbę w wojskach pogranicza w rejonie gór. W tym czasie budował z gruzów stadion X-lecia w Warszawie.  W wojsku rozmiłował się w fotografii, skąd przywiózł zdjęcia i narty otrzymane w nagrodę. Po wojsku pracował na roli, ożenił się i mieszkał dalej przy ul. Grzybowej1, gdzie do dziś (2019) mieszka jego syn Sławomir, stryjeczny brat niestrudzonego bohatera Jana Mordasiewicza. Ignacy bezskutecznie próbował wykorzystać dar chrzestnego ojca, jednak władza komunistyczna nakazała 50 zł owinąć i schować na pamiątkę miłego gestu byłego prezydenta II RP.

Stanisław (junior) syn Stanisława, po poślubieniu Jadwigi Szymanowskiej z Andrych gm. Grabowo, zamieszkał w Szczuczynie przy ul. Kilińskiego 37. Ich najmłodszym dzieckiem był syn Jasiu, o którego Pan pyta. Jasiu, po ukończeniu Szkoły Zawodowej w Szczuczynie, razem ze stryjem Kazimierzem wyjechał na Śląsk do pracy w górnictwie. Janek miał odmienny sposób patrzenia na rzeczywistość polityczną niż jego koledzy i tam, w nowych warunkach, podjął się bezwzględnej działalności konspiracyjnej przeciwko znienawidzonej, samozwańczej władzy w PRL.

Ciała zmarłych z rodziny Mordasiewiczów spoczywają na cmentarzu w Radziłowie.”


 

OJCZYZNA I PATRIOTYZM W TRADYCJACH RODZINY   

 

Dobrze sytuowany brat Stanisława (seniora) – Szymon, miał postawić krzyż przy ul, Szczuczyńskiej obok cmentarza vis a vis swojej posesji. Również Andrzej, pradziadek Jana Mordasiewicza, a ojciec Stanisława (seniora) dziadka Jana, w intencji religijno-patriotycznej postawił pomnik w Radziłowie. W Polsce ze względów politycznych i czuwania moskiewskiej wierchuszki, postawienie krzyża lub pomnika do 1894 r. nie było łatwe. Po objęciu władzy w imperium Cesarstwa Rosyjskiego przez Mikołaja II A. Romanowa, nastąpiła polityczna odwilż. Młody car wyraził zgodę na budowę pomnika w Warszawie dla mistrza pióra Adama Mickiewicza. W Radziłowie z powiewu nadziei skorzystał Andrzej Mordasiewicz i pod pozorem 100. rocznicy urodzin A. Mickiewicza postawił w 1898 r. krzyż.  Nie spodziewano się, że ostatni z Romanowów będzie panował tylko w latach 1894-1917, za to krzyż stoi do dziś. Inskrypcja, z nieokreślonymi intencjami fundacyjnymi, pośród własnoręcznie wykutego tekstu na ściance frontowej płyty, przy ul. Pięknej 38, określa jedynie, że:” Fądatory Andrzej. i Maryjana Mordasewicz R. 1898” (sic). Na kamiennej płycie osadzony jest stalowy krzyż ażurowy, solidnie wykonany przez XIX-to wiecznego kowala. Dziś ledwie czytelna inskrypcja i obiekt sakralny nie stanowią sensacji, jest niezauważalny i beznamiętnie mijany. Dawniej (121 lat temu), stanowił chęć podkreślenia pobożności, patriotyzmu, zamożności, utrwalenia osoby fundatora i pozostawienia śladu pokoleniom.   

 

EPILOG

     

    Polskę położoną w centrum Europy otacza duża ilość państw sąsiednich, a wojenne przemiany sprawiają, że często ulegają zmianom granice Polski, jej obywatele i sąsiedzi.   W różnych czasach potrzebni są nam bohaterowie tacy jak J. Mordasiewicz i miliony jemu podobnych, rzeczywistych patriotów – nie materialistów. Często, ale dopiero podczas pojawienia się agresji, zaciera się granica między lokalnym patriotyzmem a szowinizmem. Polacy tworzą wówczas zjednoczone imperium siły. Wcześniej dominujący nurt pogardy do patriotyzmu jako groźnego reliktu, skłania się do patriotyzmu z uproszczoną wizją celów ojczyzny i historii.  Patriotyzm to walka o wyrwanie się z jarzma wroga obcego, wspieranego często przez własnych kolaborantów. W taką walkę angażuje się część społeczeństwa, pośród których jest Jan Mordasiewicz. Tyle, że dwulicowcy robią fortunę, a Jan nie mieszkając w willi, skręca kości śrubami i liże rany – zadane przez oprawców.

Podczas, gdy pod główną bramą Stoczni Szczecińskiej składane są kwiaty weteranom Solidarności, otwierają się polskie rany obmywane niedocenionymi łzami, za upominanie się o prawo i godność Polaków. Czasem ktoś pomyśli – bez nich nie byłoby wolnej Polski i to jest ich godna zapłata! To poświęcenie, odwaga patriotów walczących o wolność Ojczyzny, przyniosła choć niekrystaliczną, ale – wolność.  Zdrajców powoli wchłonęła pycha i skłoniła do upadku.

Potem(!) Polskie stocznie na wyprzedaży realizowały się jak scenariusz z filmu sensacyjnego: arabski inwestor, politycy, związki zawodowe, gigantyczne pieniądze, zagadkowe listy i napięte terminy. Happy-endu nie było – tysiące pracowników trafiło na bruk, budowa statków przeszła do marzeń.  Nastał jednak ponowny czas odrodzenia. Krzyżami Wolności i Solidarności, za walkę o suwerenność Polski i prawa człowieka w zaborczej PRL, nasza Ojczyzna wolna od zaborców i już nie „martwa Polska”, docenia i odznacza tysiące swoich uczciwych, najlepszych synów, weteranów Solidarności, pośród których znajduje się skromny szczuczyński rodak – Jan Mordasiewicz.   

– Mówi On: „Pracujcie, piszcie, malujcie i śpiewajcie tak, żeby Polska zmartwychwstała, trwała w jedności i potędze na wieki.”   

(Koniec)

 

                               Tekst, zdjęcia, film i kopie: ©Stanisław Orłowski    

 

 

Film/Sylwetki znane i nieznane: https://youtu.be/6zB84hYKjV8

 

Dodaj komentarz

Treść:


Informacja dla komentujących
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w komentarzach. Zastrzegamy możliwość opóźnienia publikacji komentarza lub jego całkowitego usunięcia.